h1

61

22/02/2009

od wyjazdu armii małych wariatów:

-wysprzątałam koło łóżka, aż mnie kręciło w nosie i katar sienny się wzbudził, tyle było kurzu i innych stworzeń. Cieszy mnie że chociaż myszy się u mnie nie zadomowiły.
..właściwie zrobiłam wiele rzeczy..

dziwi mnie że nie przeraża mnie nic. Nie planuje nic. Kawałek po kawałku przywracam pierwotny kolor i życie.
A mogłam zamiast tego przeleżeć w łóżku pogrążając się monotonnych lecz ujmujących fantazjach. I tak spędzić… ile lat na tym minęło? ciężko zliczyć. Czy od zawsze miałam taką naturę?

Dziś jest już trochę inaczej. Prócz właściwej terapii z terapeutką moja obecna praca z końmi jest dla mnie wyjątkową terapią. wszystko razem sprawiło że powracam do życia. Nie wiem czy na długo, nie wiem czy rozwinę się jeszcze bardziej. Taka natura nieodgadnionej przyszłości.

—–

Zaświtała mi taka myśl. Może wtedy jestem sobą kiedy nie zwracam uwagi na to jak wyglądam. Bo wszystko co dotyczy mojej aparycji jest mi strasznie obce.
Ale nie wiem o co się starać, kiedy ja nie chce żyć, istnieć. Ale wybór między życiem a śmiercią nie jest prosty. życie nie jest proste. Może to wybór między czymś a niczym, więc żyję… jakkolwiek, gdziekolwiek,…

h1

60

21/02/2009

internet zabiera tak wiele czasu… a dom spowijała mgiełka kurzu kiedy ja wlepiałam wzrok w cyfrowy świat.

dziś wyjechały małe szkaradki. miałam czas by… posprzątać, a teraz zaglądam to tu to tam i naszły mnie wątpliwości na co warto przeznaczać czas.

—–

w pracy jak zwykle zamieszanie. “Pijana” przestępuję z nogi na nogę i próbuję się odnaleźć. Nie umiem.

Niby zrobiło się pięknie. widać tylko kilka cieni. mimo to mam ochotę uciekać, coś zepsuć, kogoś kopnąć w dupę. Całę szczęście dzielą mnie mile od realizacji tych zapędów. I jakoś kroczę przed siebie, podbiegnę, posprzątam, w kostkę ułożę.  Zrobiłam się bardzo porządnicka co dotąd nie spotykało się u mnie.

Jak zwykle marzę o przyjaźni z moja terapeutką bo w życiu nie umiem z nikim takiej nawiązać. Niedawno dałam coś w rodzaju kosza pewnemu facetowi, ale to nie był mój książę.

Przechodzę obok boksów, ścian i chciałąbym się wtopić w nie. Owszem staram się cieszyć tym co robię, ale gubię się. Jakaś mgła wchodzi w korytarze. Za jej kurtyną nikną ludzie. Po prostu staram się robić swoje i tym trzymać się na powierzchni życia i zmysłów.

h1

59

17/02/2009

nie mam czasu

tym razem dlatego że spędzam w mojej kochanej pracy więcej czasu. Zapominam się że to praca i że trzeba wracać kiedyś do domu.

a po pracy w domu zastaje małego siostrzeńca z siostrzenicą, z którymi staram się spędzić trochę czasu zanim nie wpadnę w świat dyskusji internetowych, przy którym świat blogowy trochę zaniedbuje.

ale jestem tuż obok

h1

57

15/02/2009

jestem samotnikiem, który czas lubi spędzać po prostu w  internecie.

i dziś moje Ja opatulone w kabelki zostanie wystawione na działanie sił dotąd plątających się poza murami mojego jestestwa. Umówiłam się z chłopakiem. Oczywiście chłopak ma dziewczynę. Umówiliśmy się w interesach, cokolwiek to znaczy, bo nie chciał zdradzić. Już myślami wybiegam w przyszłość widząc siebie w roli kurtyzany na dworze nieczystości. Oczywiście wszystkie nierealne scenariusze włącznie z obrączką na naszych dłoniach już zostały przefiltrowane.

I teraz proza życia mi doskwiera. Co na siebie ubrać? kiedy wszystko zalatuje końską pasją.

a manikiur? a makijaż? na myśl o moich dwóch lewych rękach i kurzu w stajni, który przylepi się do pudru, przeszywa mnie dreszcz.

Nie nadaje się do takich przedsięwzięć. Jeszcze spotkania nie naszedł czas, a już czuję się spełniona i wypełniona spotkaniami ze znajomymi. Fantazje i obawy już wypełniły moją towarzyską pustkę. Tylko szkoda mi porzucić znajomości  z tak sympatycznym chłopakiem…

więc się biję z sobą, co dalej.. czy będzie jak zwykle..

Czuję się zmęczona o 9 rano :( i chętnie przykryłabym się kołdrą i zasneła.

——

za 10 minut muszę wyjść. muszę sprintem podjąć wszelkie decyzje dotyczące mojej powierzchowności a jestem dopiero w piżamie. Nadal pustka w głowie. 5 minut..

h1

56

14/02/2009

nadal jeszcze jestem w amoku zmęczeniowym.
jeszcze nie udało mi się odespać wszystkich stresów. nie wiem czy kiedykolwiek mi się uda. zawsze miałam pociąg do wylegiwania się w łóżku, spania czy bezproduktywnego fantazjowania. A teraz mam wymówkę i usprawiedliwienie swojej bezproduktywności.

owszem pracuję nadal z końmi. dzięki ostatnim doświadczeniom bardziej tą pracę doceniam. już nie straszne mi zostawanie po godzinach czy jakakolwiek dodatkowy obowiązek bo i tak to co mam, wszystkie dogodności to bardzo wiele i nie każdy może się cieszyć swoim zajęciem zarobkowym.

czasem trzeba kubła zimnej wody by docenić to co się ma. a to co mam jest przepiękne i przepełnia mnie radością.

w miejscu w którym pracuję zrobiło się błogo, rodzinnie, przyjemnie od kiedy wymieniono pracownika któremu stałam ością w gardle. A przy nowym wszystko płynie spokojnejszym i sielskim torem. Aż chce się tam być jak najdłużej i z żalem myślę o jutrzejszej niedzieli, która wg zwyczaju jest wolna więc tylko na chwilę wpadne do stajni a wolałabym posiedzieć tam jak w zwykły roboczy dzień.

h1

55

13/02/2009

dziś był ostatni dzień w mojej niechcianej pracy. Ktoś poszedł po rozum do głowy i usłyszał mój błagalny jęk.

Zamierzam się wyspać… i jeszcze więcej spać i może jeszcze więcej..

a później porządki, zdjęcia, PS,..? co tylko mi się zachce, bo znów będę miała na wszystko czas..

już prawie zapomniałam jak to było. uczciłam ten czas minutą ciszy w łazience. tylko chlup wody i mydlące się mydełko. Naprawdę na nic nie miałam czasu. Dobrze że chociaż na jedzenie miałam i objadałam się niesamowicie ze stresu  a chudłam jeszcze bardziej.

znów będę żyć

h1

54

09/02/2009

nie miałam przez kilka dni netu i teraz nie wiem w co ręce włożyć albo w ogóle w nic i iść spać. Wcale nie prosiłam o anty internetową terapię anty nałogową. Nie prosiłam o dodatkowe problemy i dylematy.

Ostatnimi czasy próbuje się wymigać z mojej nowej szalenie znienawidzonej pracy. Jakaś pijana ręka powiodła mnie do podpisana umowy i muszę jeszcze 30 godzin przecierpieć. Ogromne wyzwanie biorąc pod uwagę jak bardzo tej pracy nie lubię.

właśnie jem obiad – kanapki z grzybami, kiełbasą i serem żółtym

brak wiosny mnie zabija.wszystko co najgorsze się we mnie budzi. wszystkie myśli samobójcze drapią o ścianą i wołają o trochę wody do życia. a ja tylko siedzę i czekam aż nowa fala płaczu i wycia o mnie uderzy. w takich dniach mogłabym powiedzieć że nie nadaję się do życia. że żyję wbrew naturze. ale gdybym postąpiła o ten jeden nierozważny krok mogłabym już nie ujrzeć drogi powrotu do koni którymi się teraz zajmuję. Tylko one mnie trzymają w obecnym życiu.

Najgorzej było wczoraj i dziś rano. człowiek nawet nie wie po co płacze, bo nawet to nie pomaga. Myśl że ma się terapię też nie pomaga.. bo po o co? Skoro tylko śmierć może człowiek wyratować.

Odsunęłam w czasie wizytę w swojej genialnej pracy przy telefonie wiec mam trochę przestrzeni by odetchnąć. Gdyby to było możliwe zerwałabym umowę. Bardzo ciężko znoszę brak powietrza. Jak znam siebie to może się to skończyć wszystkim nawet płukaniem żołądka na toksykologii. Więc myślę co zrobić by pozbyć się jej z mojego życia. Zwykłe zerwanie umowy wyratuje moje nerwy.. ? Pogoda nie nastraja do wyzwań i ambicjonalnego podejścia. Potrzebuje snu i przytulenia terapeutki, która zamierza niedługo wyjechać na ferie za co ją nienawidzę :P

Nie jestem normalna, jeszcze mnie na tym blogu takiej nie widzieliście. Ale normalni na terapię nie chodzą ;)

h1

53

05/02/2009

Zazwyczaj jestem gdzieś pomiędzy bezczynnością a robieniem czegoś. Nie umiem wypoczywać. Powiedzenie sobie rób to na co masz ochotę, a nie to co powinnaś, to dla mnie duży sukces.

I móc bez przeszkód ułożyć się i śnić i marzyć. Czasem trudno sobie wyobrazić i uświadomić że tak też można.

Wciąż robię to co powinnam. Powinnam pracować, rozwijać się,… Gdybym miała słuchać tylko siebie nie wychodziłabym spod kołdry, zatrzymałabym się w pół śnie.

A jednak musiałam z niej wyjść. Już dawno temu. Wciąż robię coś, bo muszę.

h1

52

04/02/2009

Środa to chyba taki dzień którego nie chce opisywać. To dzień spotkania z terapeutką.

——

Czuję się jakbym miała w sobie jakieś promile alkoholu. Pływam.
Winowajce upatruję w pewnym leku na kaszel który dostałam. Wg ulotki może on powodować nawet omamy. A najczęściej po prostu zaburza sprawność psychomotoryczną. Nie umieram, ale czuję się jakby mnie ktoś napromieniował.

——

dziś będzie format dysku i reinstalacja systemu. Może szukam sobie poważnego zajęcia na siłę. Może nie umrę z nudów podczas tego procesu. Chociaż powinnam spodziewać się wszystkiego.

Zastanawiam się czy już wszystkie potrzebne dane zapisałam

kontakty z gg – zapisane
zakładki z firrefoksa – zapisane
screen zawartości folderu z programami – zrobiony

i oby mi się dobrze spało jak komp obok będzie sobie trzaskał formacik

h1

51

03/02/2009

beczę :(

wszystko co robię jest złe.

____

czekam sobie na terapię..
jakiś stan spokoju mnie ogarnął. Miło jest uwolnić się od natłoku ludzi którzy śledzą każdy krok, są w każdym zakamarku umysłu.

otacza mnie mnogość światów nie wiem w którym z nich być. Będąc w jednym nie mogę być w innym co jest już stratą, ale czasem brak sił przynosi najłatwiejsze rozwiązanie.

Może kiedyś będę tym kim sobie wymarzyłam być.

——-

jutro znów będę rozmawiać z psychiatrą którego nie widziałam już ponad 3, 4 lata. Był to mój pierwszy lekarz tej specjalności i dlatego wiążę z tym odnowionym kontaktem pewne nadzieje. Bardzo ciężko mi się przyzwyczaić do kogoś nowego. A jego bardzo dobrze wspominam, choć nie ekscytuję mnie to spotkanie. Jawi mi się ono bardziej jako formalność. Potrzebuje skierowania na terapię. Co roku trzeba je odnawiać.

Zaraz później będę musiała szybko dotruchtać do mojej terapeutki, która przyjmuje co prawda niedaleko ale nie wiem o której się skończy rozmowa z lekarzem. W zależności od tego będę szybciej lub wolniej truchtała.

a na sesji zagwozdka “ja czyli zły człowiek”

  • Najnowsze wpisy

  • oddzielając mak od piasku..

  • RSS …jeszcze pusto..